Między malowaniem bambusowych ścian a czyszczeniem podłogi niespodziewanie znajomy znajomego zaproponował rolę w filmie. Z początku miało być to statystowanie. Później, już na planie okazało się, że będę miała całkiem sporą rolę. A na końcu dowiedziałam się że mój dialog jest równie spory jak rola.

Chciałabym zaznaczyć fakt, że przebywam w Malezji, kulturze którą znam nikle, dialogi są po angielsku, języku którym koślawo staram się posługiwać i generalnie aktorka ze mnie żadna. Nogi trzęsły mi się jak galareta. Z dobrej zabawy jaką sobie wyobrażałam pozostał jedynie cichutki głosik powtarzający “nie dasz rady – UCIEKAJ!”. Ucieczka jednak nie wchodziła w grę. Plan zdjęciowy znajdował się w pokolonialnej stacji górskiej oddalonej od miasta o dobre 100 kilometrów.

Nauka tekstu poszła więc w ruch. Stałam przed Łukaszem wyobrażając sobie, że jest moją córką która nie powinna bawić się na dworze bo ma astmę. Taką właśnie miałam rolę. Matki która jest znerwicowana i przegania dzieci z kąta w kąt wiecznie mając do nich pretensje.

Wcale nie było łatwo. Przydzielono mi dwójkę malezyjskich maluchów wystraszonych jeszcze bardziej niż ja. A ja generalnie miałam na nie krzyczeć. Wyglądało to mniej więcej tak:

-CZEMU BAWISZ SIĘ NA ZEWNĄTRZ! WIESZ, ŻE MASZ ASTMĘ! NATYCHMIAST DO DOMU!!

Cięcie.

-Bardzo was przepraszam, to tylko na potrzeby filmu.

Po czym starałam się uśmiechnąć najbardziej promiennie jak się da.

Z boku pewnie wyglądało to komicznie. Ja sama nie byłam w stanie poradzić sobie z tą sytuacją inaczej.

Po paru dobrych ujęciach wyluzowałam i było naprawdę bardzo śmiesznie. Do tej pory nie wiem jak chcą wytłumaczyć w filmie fakt mamy Polki, ojca Belga i dwóch mocna azjatyckich dzieci. Wprawdzie niania była Chinką ale z tego co wiem miał być to film opowiadający o świętach Bożego Narodzenia.

Premiera na nadchodzącą gwiazdkę!